Dlaczego prognoza pogody czasem „mija się” z rzeczywistością? Aktualne spojrzenie na pracę synoptyków w sezonie zimowym

Zanim wyjdziemy z domu, wybierzemy trasę dojazdu albo zaplanujemy weekendowy wyjazd — niemal automatycznie sprawdzamy prognozę pogody. Dziś za prognozami stoją zaawansowane modele numeryczne, potężne superkomputery i zespoły specjalistów. A jednak czasem zdarza się, że warunki pogodowe wyglądają inaczej, niż widzieliśmy to w prognozie. Dlaczego?

Najczęściej takie zaskoczenia dotyczą opadów, szczególnie w okresach przejściowych — takich jak późna jesień — gdy zimowa pogodowa dynamika zaczyna coraz mocniej dominować nad letnią konwekcją. To dobry moment, aby przypomnieć sobie, jak różnią się zimowe i letnie mechanizmy opadu oraz dlaczego precyzyjne przewidzenie deszczu czy śniegu nadal jest jednym z największych wyzwań modeli numerycznych.

Opady zimą a latem – zupełnie dwa światy

Jesień i zima to czas, w którym coraz częściej wracają rozległe, jednostajne opady wielkopowierzchniowe. Towarzyszą one układom frontów atmosferycznych, które potrafią przemieszczać się przez kraj przez wiele godzin. Jak obrazowo pisał śp. Henryk Piwkowski, długość takich stref opadów liczona jest w setkach kilometrów, a intensywność opadu jest względnie stała na całym obszarze.

Zupełnie inaczej działa to w sezonie letnim — wtedy królują opady konwekcyjne: intensywne, gwałtowne, ale punktowe i krótkotrwałe. Mogą trwać kilka minut, pojawiać się tylko w niewielkiej części miasta, a kilka kilometrów dalej nie spadnie ani kropla.

I tu pojawia się klucz: zimowe opady są przewidywalne… ale nie idealnie, bo ich forma zależy od temperatury warstwy przyziemnej, a ta potrafi się zmieniać w krótkim czasie. W efekcie nawet niewielka różnica 1–2°C decyduje o tym, czy spadnie deszcz, deszcz ze śniegiem czy mokry śnieg.

Gdzie ten deszcz? Czyli jak czytać meteorogram zimą

Na meteorogramach opad prezentujemy w promieniu r = 7 węzłów (1 węzeł = 4 km), czyli w obszarze około 60 km. Jeżeli więc meteorogram pokazuje opad, oznacza to, że w tym obszarze prawdopodobieństwo wystąpienia opadu jest wysokie — ale niekoniecznie w punkcie idealnie odpowiadającym naszemu adresowi.

Dlatego tak często zdarza się sytuacja, że w jednej części miasta pada śnieg, kilka kilometrów dalej jest mokro, ślisko, ale bez opadów, a na obrzeżach — sucho.

Zimą dodatkowym wyzwaniem jest wymienność formy opadu. Model może poprawnie wskazać strefę opadów, ale trudniej przewidzieć, czy popada śnieg, mokry śnieg czy marznąca mżawka — szczególnie przy temperaturze około 0°C.

Dlaczego prognoza czasem się „rozjeżdża”?

Nawet najlepsze modele numeryczne działają w oparciu o dane wejściowe: pomiary z sond meteorologicznych, satelitów, radarów i stacji naziemnych. Jeśli dane są niepełne lub obarczone błędem — błąd propaguje się dalej.

Do najczęstszych przyczyn rozbieżności należą:

1. Lokalny charakter zjawisk

Nawet zimowe strefy opadów mają struktury bardziej i mniej intensywne. Drobne różnice w trajektorii frontu decydują, czy dane miasto znajdzie się w centrum opadu, czy na jego skraju.

2. Błędne lub niepełne warunki początkowe

Jeśli pomiary wejściowe nie oddają precyzyjnie stanu atmosfery (np. ze względu na brak danych z konkretnego obszaru Europy), model musi je oszacować — a to zwiększa margines błędu.

3. Zmieniający się klimat i intensyfikacja zjawisk ekstremalnych

W ostatnich latach coraz częściej obserwujemy gwałtowne opady śniegu, silne wiatry, nagłe spadki ciśnienia czy grudniowe epizody wiosenne. Atmosfera stała się bardziej dynamiczna, a to podnosi poziom niepewności prognoz.

Jak poprawnie analizować prognozę?

Aby jak najlepiej odczytać szanse opadu zimą, warto wykorzystać:

- prawdopodobieństwo opadu dostępne w nowych meteorogramach,

- mapy zasięgu opadów, które pokazują, czy znajdujemy się w centrum strefy, czy na jej krawędzi,

- temperaturę warstwy 0–2 m, która odpowiada za formę opadu,

- sytuację baryczną — zimą wiele zależy od przechodzenia frontów atmosferycznych.

Nawet przy zaawansowanych narzędziach warto pamiętać, że atmosfera jest układem chaotycznym i jej pełna przewidywalność nie jest możliwa, zwłaszcza w okresach przejściowych.

Nasz zespół — jeden z członków międzynarodowego konsorcjum — stale pracuje nad aktualizacją modelu i rozwijaniem nowych produktów, które mają jeszcze lepiej oddawać złożone procesy atmosferyczne. Rozwój technologii idzie naprzód, a wraz z nim rośnie precyzja prognoz.

Jednocześnie życzymy Państwu — i sobie — jak najwięcej dni, kiedy prognoza sprawdza się w 100%. Choć natura lubi nas czasem zaskakiwać, to właśnie dzięki tym zaskoczeniom meteorologia jest tak fascynująca.

Udostępnij artykuł